Re: Rzeczywiście jest nam potrzebna zaawansowana.

andrew.wader:

> Obserwujemy niezwykły fenomen dotyczący niemożności porozumiewania

> się. Jerzy Pilch pisze w swoim cotygodniowym felietonie w ostatnim wydaniu

> „Przekroju” na ten temat katastrofy smoleńskiej

[…]

Do tego nie mam żadnego komentarza na liście naukowej. To wygląda na czystą politykę.

andrew.wader:

> Aby przyczynić sie do owej powtórki przytoczę zbiór najstarszych chwytów

> retorycznych.

Wypada wspomnieć autora. Czy masz na myśli Schopenhauera ,,Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów”?

andrew.wader:

> 1.ad persona – atakowanie osoby przeciwnika, a nie twierdzenia

Argumentum ad personam. Po ad należy się biernik.

andrew.wader:

> 5.ad humanitate – odwołanie się do ludzkości

Argumentum ad humanitatem. Jak wyżej.

andrew.wader:

> 6.ad venitatem – argument z pochlebstwa

Argumentum ad vanitatem. Vanitas = próżność.

andrew.wader:

> 7.ad baculinum – odwołanie się do pogróżek, gróźb („do kija”)

Argumentum ad baculum; albo ad bacillum. To pierwsze to kij albo rózga, to drugie to kijek albo drzewce (np. włóczni).

andrew.wader:

> 9.ad homine – odwołanie się do konkretnej osoby, co

> powiedziałaby gdyby sprawa jej dotyczyła

Argumentum ad hominem. Znowu ten biernik…

andrew.wader:

> 11.ad verecundiam/ ex autoritate – odwołanie się do autorytetu,

> szacunku

Ex auctoritate.

andrew.wader:

> * – zasada ei incumbit puebatio, qui dicit, non qui negat – ciężar

> dowodzenia spoczywa na tym, który mówi, a nie na tym, który zaprzecza.

… probatio ….

A ogólniej: co ważnego wynika z takich chwytów erystycznych? Schopenhauer pisał wyraźnie, że nie uważa ich za istotne dla rozumowania, tylko dla prowadzenia dyskusji. Należą one do wykształcenia dyskutasa, tak samo jak różne pchnięcia i uniki należą do wykształcenia fechtmistrza, bez względu na to, czy pojedynkuje się o sprawę słuszną czy nie słuszną. I (wg Schopenhauera) nie mają one związku z dochodzeniem do Prawdy. Nie są więc częścią nauki, tak samo jak nie jest nią cięcie sztychem czy lewy prosty w szczękę.

I na co nam ich łacińskie nazwy?

– Stefan