Pół biedy gdyby tylko o smród miało chodzić :O)

Bo czesto lepszy smrodek niz chlodek, a od swiezego powietrza dwie potezne armie w pod Moskwa wyginely. 🙂

Problem tkwi w tzw. „paleniu z drugiej reki”, jako ze otoczenie palacza takze pali – choc nie chce.

W zamknietym pomieszczeniu niepalacy wdycha niemal tyle samo dymu co palacz, przez co w podobnym stopniu wystawia sie na wszelkie dolegliwosci, z rakiem pluc wlacznie, ktore pojawiaja sie jako skutek palenia.

Smrod mozna zniesc, do smrodu mozna sie przyzwyczaic do tego stopnia, ze sie go nie czuje. Ja sam dowiedzialem sie jak cuchnie palacz dopiero po kilku latach niepalenia, a wczesniej, przez ponad 50 lat nie mialem to tym smrodzie zielonego pojecia. Wyroslem w nim i w nim tkwilem. Od samego smrodu palacza otoczenie nie jest jednak narazone na problemy zdrowotne i szybsza smierc. Od „palenia z drugiej reki” – TAK.

Coz wiec dziwnego w tym, ze niepalacym nie odpowiada wdychanie cudzego dymu?