Kosmetologiczna utopia atopii?

Czy tylko ja mam wrażenie, że artykuł – zasponsorowany przez lobby kosmetyczne? – powstał na bazie pretekstu o uczuleniu kontaktowym powłok ciała ludzkiego?

Artykuł, gdzie ilość akapitów o rzeczywistym leczeniu jest ŚLADOWA?

Gdzie lekiem nazywane są preparaty „leczące” objawy, nie przyczynę?

Gdzie, a jest to jak zwykle przerażająco kłujące w oczy – nie ma znów ni słowa o metodyce odczulania, pod pokrywką uczuleń wrodzonych?

Gdybym nie miał Babci, co próbowała w wieku matuzalemowym swym wyleczyć bólu kolana opatrunkiem na bazie żywicy, co u niej wywołało typową skórną reakcję alergiczną – gdybym nie miał wielokrotnych przygód ze schodzącą mi skórą z dłoni jak rękawiczka po kontakcie z substancjami aktywnie mnie uczulającymi, ze stóp takoż, gdybym nie doprowadził do tego – przez ponowny niewielki kontakt z tymi samymi uczulaczami – że z czasem przestałem na nie reagować atopią, to może bym na kosmetologiczny atak zza węgła nie zareagował.

Trzecie już chyba podejście pani red. Margity do tematu uczuleń skórnych uważam niniejszym za ponownie spalone.

Oby było w tym temacie, w tej wersji, w tym skażeniu ostatnie.

P.S. Stojący kiedyś obok mego łóżka nocą kubełek z lodowatą wodą, pomocny w schłodzeniu dłoni swędzącej jak ch*lera, mógłby niejeden … producent/ dystrybutor/ wmasowywacz kremu „na uczulenie” sobie opróżnić na głowę – zanim znów podejmie próbę niszczenia dobrego imienia warsztatu pani redaktorki Margity.