Amerykańskie marnotrawstwo

Jak pamietam na polskiej wsi kilkakrotnie przezucano dziesiatki ton

slomy przy koszeniu, wiazaniu snopow, ustawianiu w dziesiatki,

ladowanie na woz, zwlanie do stodoly. Przy kazdej takiej operacji

czesc zboza sie wykruszala. A takze marnowany byl wysilek

pracujacych.

W stodole lezac przez kilka miesiecy (gospodarz mial inne prace w

polu)Myszy zzeraly czesc zboza. Czasmi mysich gowien bylo tyle co

ziaren zboza.

W Polsce kazdy rolnik, nawet z 5-cioma ha. ziemi chce miec wszystkie

maszyny a to przeciez kosztuje.

W Ameryce jak ogladalem program na ten temat nie farmer zbiera zboze

ale firma do tego wynajeta.

Na pole o powierzchni kilka lub kilkadziesiat tysiecy ha. wjezdzaja

kombajny giganty, pracuja 24godz. dziennie 7-em dni w tygodniu.

Zmieniaja sie tylko ludzie je obslugujacy.

Pzechodza z farmy na farme.

Zboze tego samego dnia jest dostarczane do elewatorow wiec i straty

nie sa duze. To co dawniej bylo odpadem teraz przerabia sie tez na

produkty ktore mozna sprzedac.

Oczywiscie ze w procesie przetwarzania sa pewne straty ale to

niewiele w stosunku co sami konsumenci marnotrawia.

W Polsce gdy mieso zaczyna smierdziec dodaje sie srodki

neutralizujace i sprzedaje dalej.

W USA gdy konczy sie termin waznosci lub warzywa, owoce traca kolor

supermarket wyrzuca je do kontenera na smieci. Dlatego bezdomi moga

z czegos przezyc.:))

Ciekawy byl program w telewizji gdy jeden z szefow sieci SevenEleven

incognito udal sie w teren i jako nowo zatrudniony pracownik, byl

filmowany przez rzekoma ekipe zbierajaca material na temat jakie

problemy maja nowo zatrudnieni.

Facet stwierdzil ze byl sam zszokowany gdy po skonczonej zmianie,

obsluga a w tym i on wyrzucala do kontenerow kartony nie sprzedanego

pieczywa, donacow itp. wyrobow piekarnianych.

Przeciez to mozna bylo przekazac do kuchni ktore przygotowuja

posilki dla biednych i bezdomnych. Jak sam to pozniej mowil.